Quo vadis sprzedawco?

Coraz więcej kupujemy w internecie. Kupują  młodzi, ludzie w średnim wieku, a także coraz więcej osób starszych. Na Allegro, Amazonie czy Ali Express możemy znaleźć praktycznie wszystko, czego szukamy. Ich ofertę uzupełniają e-sklepy sieci stacjonarnych oraz małych, często jednoosobowych działalności. Model sprzedaży wyłącznie internetowej również ma się bardzo dobrze – ma relatywnie niskie koszty utrzymania i potencjalnie nieograniczony rynek zbytu.
Do tego, zanim dokonamy zakupu, możemy prześwietlić produkt z każdej strony. Recenzje, opinie, porównywarki. Ba! Możliwość zamówienia, obejrzenia, przymierzenia, sprawdzenia czy „aby na pewno” i jeśli nie – odesłania. Często bezkosztowo, lub przy tak niskim koszcie, że nie chce się wychodzić z domu do sklepu stacjonarnego.
Mało tego! Kurier dostarczy i odbierze przesyłkę pod drzwi, lub odbierzesz ją i nadasz w paczkomacie pod domem, pracą, sklepem, czy gdziekolwiek zechcesz, o każdej porze, każdego dnia tygodnia. Wszystko możesz zrobić sam.
I gdzie w tym wszystkim miejsce dla sprzedawców?

Nie słucham podcastów..

Po zakończeniu wspólnego z Rafałem Świerczyńskim projektu podcastowego „W nurcie sprzedaży” nie mogłem złapać nowego rytmu. Brakowało pomysłu, brakowało motywacji, brakowało czasu. „Pobyłem” trochę z podcasterami jako tzw. kolega po fachu i poznałem ten „rynek” od wewnątrz, nie tylko jako słuchacz, ale też jako twórca.

Niestety, na pięknym obrazie polskiego podcastingu zobaczyłem kilka rys.

Nie szukam inspiracji, szukam siebie

Po kroku pierwszym, czyli zrobieniu sobie przerwy w nałogowym słuchaniu podkastów, (która trwa już trzeci miesiąc – więcej o tym wkrótce w podkaście, którego jeszcze nie nagrałem) nastąpił krok drugi.
„Wyałtowałem się” ze wszystkich grup na fejsbuku. Wszystkich – zarówno tych, w których byłem tylko odbiorcą, jak i tych, w których dawałem coś od siebie (jak np. grupa „W ruchu słucham podcastów”, w której m.in. promowałem swoje nagrania). Na mocno przetrzebionym już wallu fb nie zostało mi więc praktycznie nic, co jeszcze całkiem niedawno mogło spowodować atak epilepsji przez nieustannie migającą diodę smartfona.