Jesteś autentyczny?

Artykuł został zainspirowany podkastem Dawida Straszaka z gościnnym udziałem Janusza Dziewita – Panowie, dziękuję. I oczywiście zapraszam do wysłuchania tego i innych odcinków Charyzmatycznego.

Jak bardzo jesteś sobą w pracy? W biznesie? Na rozmowach rekrutacyjnych, prowadząc je lub będąc przepytywanym? Jak bardzo jesteś sobą, rozmawiając z klientem, kolegami, przełożonym, podwładnym? Jesteś autentyczny czy zakładasz maskę? A może chciałbyś, ale nie możesz, bo..


Artykuł dostępny również w wersji audio:


Janusz Dziewit, jak na eksperta od HR przystało, powiedział u Dawida wiele interesujących rzeczy. Najbardziej jednak wbiło mi się do głowy: „bądź autentyczny”. Później Dawid „ostrzegł” mnie, że Janusz jest osobą pokładającą dużą wiarę w ludzi i darzącą ich zaufaniem. No cóż.. w jednej z moich prac etatowych, takie podejście do ludzi z zespołu, którym zarządzałem, zostało określone jako moja wada. Cytując: „Rafał, wiesz jaki masz problem? Za bardzo ufasz ludziom”. Pewnie tak. Pewnie w biznesie (jaki by to biznes nie był) nie jest to często spotykana cecha charakteru. Lepiej patrzeć podejrzliwie na innych, szukać haczyków, ograniczać zaufanie do minimum. Mniejsze straty w razie co. No, patrząc chłodno biznesowo, nie sposób się nie zgodzić..

Tylko, że ja nie chce w takim biznesie uczestniczyć. Michał Szafrański (zresztą nie tylko on) powiedział kiedyś: „robimy interesy z ludźmi, których lubimy”. Przykładowo, choć nie znam się osobiście z Piotrkiem Kantorowskim, to dobrze mi się z nim „rozmawia”, więc jeśli potrzebowałbym porady prawnika – uderzyłbym do niego i z przyjemnością bym mu za tę poradę zapłacił. Gdybym potrzebował wsparcia w tworzeniu szkolenia, „zatrudniłbym” Piotrka Peszkę – jest dla mnie ekspertem od tych rzeczy, a dodatkowo stanął kiedyś po mojej stronie (zupełnie bezinteresownie i lekko pod prąd) i odbyliśmy krótką, ale naprawdę fajną rozmowę. Gdybym chciał speca od coachingu, bez wahania wybrałbym w telefonie kontakt do Roberta Krawczyka, bo.. I tak dalej.

Z takim światopoglądem idziesz do pracy i przy pierwszej lepszej okazji.. BANG!! I Cię nie ma.
Faktycznie mnie nie było.. dość szybko się rozstaliśmy. Nie byłem w stanie pracować z kimś, kto ma poglądy zupełnie inne od moich. Ilość tarć na temat samego obszaru zarządzania powodowała przewagę frustracji nad innymi uczuciami. Nie mówiąc już o innych rzeczach.. było minęło.

Ok, ale życie to nie koncert życzeń. Czy jestem na tyle dobry w tym co robię, żeby dobierać sobie współpracowników, którzy myślą podobnie, a pozostałych odrzucać? A jeśli nawet jestem, czy znajdę na tyle dużo takich ludzi, żeby prowadzić dochodowy biznes (pracę etatową, zlecenia itp.)? Gdzie leży ta granica, po przekroczeniu której powiem: „Dość! Mam dość!” i rzucę wszystko w cholerę?

Pytanie z serii akademickich. A nawet retorycznych.

Nie trzeba wymyślać przykładów sytuacji, w których musieliśmy ugryźć się w język, wziąć głęboki oddech, zacisnąć zęby – na pewno każdy ma ich pod dostatkiem. Co z tego, że nie znoszę przebywania z większością ludzi w pracy, a niektórych bym odstrzelił za sam wygląd – muszę z czegoś utrzymać rodzinę, a zarabiam całkiem nieźle. Tak, zszedłem do poziomu gruntu, jeśli nie poniżej, ale tak właśnie najczęściej wyglądają nasze motywatory – przyziemnie. Tylko nielicznym udaje się dobierać sobie współpracowników / kontrahentów. I też nie zawsze. Popraw mnie, jeśli się mylę..

Wracając na koniec do (poniekąd) współtwórców tego wpisu. Jestem na takim etapie życia i tzw. kariery zawodowej, że tworząc CV, wysyłając aplikację, czy prowadząc rozmowę rekrutacyjną, jestem na max autentyczny, jestem sobą. I powodem tego nie jest to, że mogę sobie na wszystko pozwolić. Jestem sobą, bo chcę taki być, chcę być postrzegany właśnie tak, a nie inaczej i chcę, żeby ktoś kupił mnie właśnie takiego, jaki jestem, a nie jedną z moich masek.
Ile ofert tracę w ten sposób? Na pewno mnóstwo. Ale wierzę w to, że jak już trafię w dziesiątkę, usiądę w fotelu przy kominku, ze szklanką whisky w ręku i powiem: „warto było”.

Czego i Tobie życzę.