Nie słucham podcastów..

Po zakończeniu wspólnego z Rafałem Świerczyńskim projektu podcastowego „W nurcie sprzedaży” nie mogłem złapać nowego rytmu. Brakowało pomysłu, brakowało motywacji, brakowało czasu. „Pobyłem” trochę z podcasterami jako tzw. kolega po fachu i poznałem ten „rynek” od wewnątrz, nie tylko jako słuchacz, ale też jako twórca.

Niestety, na pięknym obrazie polskiego podcastingu zobaczyłem kilka rys. Niektóre drobne, jak od noszenia smartfona w kieszeni, inne bolące w oczy, jak rysa od klucza na karoserii samochodu. Nagrałem o tym podcast – mój pierwszy z solowego projektu. Jednocześnie chyba pierwszy, który mówił o tym, że nie jest tak idealnie, jak wszyscy wychwalają.


Artykuł dostępny również w wersji audio:


Wylało się na mnie trochę hejtu, co utwierdziło mnie w tym, że miałem rację. Hejt sam w sobie nie bolał. Bolało to, że nie zostałem dobrze zrozumiany, ale pewnie to mój błąd, jako twórcy materiału – niewłaściwie dobrałem słowa itp..

Od tego czasu minęło kilka miesięcy. Projektów w mojej głowie przerobiłem więcej, niż mógłbym upchnąć w ciągu doby. Mam taką wadę, że często coś zmieniam. Wpada mi pewien pomysł, realizuję, jestem zadowolony, a za kilka dni chcę to ulepszać. I tak w nieskończoność. Pewnie dlatego wielu projektów nie doprowadziłem do końca – wpadłem na lepszy pomysł i zacząłem go realizować zostawiając poprzedni niezamknięty. Zaletą tej wady jest to, że wiele się przy tym uczę. Dojrzewam. Utwardzam się. Staję bardziej świadomy. Efektem tego jest dzisiejszy wpis.

Dziś będę hejtował podcast – od lewej do prawej, na grubo, po całości. A że ostatnio wpadłem na pomysł, że skoro wielu osobom nie chce się czytać artykułów – każdy wpis będę nagrywał. W formie podcastu czytanego, czy jak kto woli audiobooka, choć to nie jest książka. Po prostu dla lubiących czytać będzie tekst, dla lubiących słuchać będzie audio. Przy okazji nauczę się czytać do mikrofonu, kto wie, kiedy ta umiejętność się przyda.

Z góry zapraszam do dyskusji, możesz po mnie pojechać już teraz, jak pewien osobnik z czerwonym ptakiem zamiast zdjęcia – jeszcze przed wysłuchaniem meritum tego wpisu. Mam to gdzieś.

Gdzieś na przełomie lata i jesieni 2018 roku przestałem słuchać podcastów. A słuchałem dużo, bardzo dużo, w każdej chwili, nałogowo. Chłonąłem treści jak gąbka, musiałem przesłuchać jak najwięcej, żal mi było tracić tę całą wiedzę, którą przekazywali podcasterzy i ich goście. I przestałem słuchać, z dnia na dzień. Miała to być krótka przerwa.

Jest 31 grudnia 2018 roku, przesłuchane podcasty mogę policzyć na palcach jednej ręki. Po prostu mi wpadły w uszy. Nie szukam, nie tęsknię, nie brakuje mi.

Mało tego, dostrzegłem korzyści z tego, że przestałem słuchać podcastów – i to, po przydługim wstępie – jest meritum tego wpisu.

1. Wróciłem do książek.

Od dłuższego czasu jestem na takim etapie życia, na którym brakuje mi czasu na czytanie książek. Jedyną opcją są audiobooki i słuchanie w trakcie przemieszczania się, np. do i z pracy. Nałogowe słuchanie podcastów uniemożliwiało mi słuchania książek – jakby nie patrzeć, audiobook ma zdecydowanie więcej godzin, niż pojedynczy podcast. Mogłem więc albo przeznaczyć miesiąc na przesłuchanie jednej książki, albo przesłuchać kilkanaście podcastów. Wygrywały podcasty, a zaległości książkowe rosły. Odwróciłem tendencję i czuję się zdecydowanie lepiej z tym, że znów „czytam”.

2. Wróciłem do siebie.

99% podcastów, które słuchałem można wrzucić do koszyka podcastów eksperckich. Ogrom otrzymywanej wiedzy, umiejętności, doświadczeń systematycznie tłumił moją osobowość. Chciałem być jak „oni” – mówiąc wprost.

Widzisz, sprawa jest zagmatwana. Z jednej strony dobrze wiem, że ktoś potrzebował odpowiedniej ilości czasu, wydarzeń, punktów zwrotnych itp. żeby dojść do miejsca w którym aktualnie się znajduje, ale z drugiej strony, podawanie przez niego w formie pigułki tego, jak do tego miejsca dojść, wywiera presję na to, żeby powtórzyć jego sukces idąc na skróty. Ponadto, stosowanie metod polecanych przez „ludzi sukcesu” powoduje wyparcie swoich metod, pomysłów, stylu działania, stylu życia. Jeżeli to się dokonuje powoli i systematycznie – jest ok. Jeżeli zaczyna się gonić, biec za innymi – nie wyniknie z tego nic dobrego.

Odcinając się od tzw. ekspertów, odkryłem siebie na nowo. Siebie, którego lubię i z którym mi dobrze. Siebie nieidealnego.

3. Stałem się „jedynym”.

Czy chcesz, czy nie, pobierając nauki od innych ludzi, zaczynasz kopiować ich tzw. dobre praktyki. Jeśli kopiujesz, zatracasz siebie w tym wszystkim. Swoją indywidualność, niepowtarzalność, unikalny talent.

Chciałem budować markę własną wybierając od innych to, co dla mnie najlepsze. Nie da się, to nigdy nie będzie moja marka, tylko „powtórka z rozrywki”. Nie potrafiłem stworzyć nowego projektu patrząc na to, co robią inni. Dopiero jak się odciąłem, odsunąłem, dałem krok w tył, pojawiła się myśl. Wykiełkowała i teraz rośnie, dojrzewa, rozwija się. Najważniejsze, że jest moja, jest moją marką własną. Jest autorska, pod nią się podpisuję. Gdybym nadal słuchał podcastów tak, jak słuchałem, pewnie by się to nie udało.

4. Poznałem nowe, inne osoby.

Jeśli trafiasz na podcasty, trafiasz na takie, które mają duże zasięgi. W teorii są najlepsze, więc słuchasz, trzymasz się ich, jednocześnie (głównie z braku czasu) nie sięgając do innych produkcji, mniej znanych, bardziej offowych. Jak już pisałem, w ostatnim czasie przesłuchałem dosłownie kilka odcinków, które znikąd wpadły mi w ręce. Po przesłuchaniu dałem feedback – nie tylko lajka, ale faktyczne przemyślenia co do treści. Miałem na to czas, nie goniłem za następnym nagraniem. Okazało się, że trafiłem na naprawdę fajnych, interesujących, normalnych ludzi, bez przerośniętego ego. Możliwe, że w najbliższej przyszłości, coś się z tego urodzi. Coś dobrego.

5. Przeramowałem feedback.

Gdy nagrywałem podcast z Rafałem, duże znaczenie dla mnie miała informacja zwrotna pochodząca od innych podcasterów. Wiadomo, byli dla mnie wzorem, byli dłużej w branży. Wiedzieli, jak robić to dobrze.

Cóż.. przecież nie tworzę dla podcasterów, tylko dla odbiorców. I dla siebie. Podcasterzy mają swoje podcasty, robią je tak, jak chcą je robić. A ja robię tak, jak ja chcę. Oczywiste, prawda?

No nie do końca, czasem musi Cię coś trafić, żeby pojąć tak oczywiste rzeczy. Gdy jesteś w kogoś „zapatrzony”, chciałbyś, żeby wypowiedział się dobrze o Twojej produkcji, prawda?

Szczerze? Miej to gdzieś. Doceń dobrą, konstruktywną informację zwrotną, ale kieruj się swoim planem i pracuj zgodnie z własnymi przekonaniami. Nikt jeszcze nie został wielki, kopiując coś od innego wielkiego. Popraw mnie, jeśli się mylę..

No, wystarczy. Myślę, że zrozumiałeś to, co chciałem przekazać. Jeśli nie, trudno. Możesz teraz po mnie pojechać. Podobno ilość hejterów miarą sukcesu. Dziwne czasy..

Na koniec coś dobrego. Uważam, że podcast sam w sobie jestem świetnym rozwiązaniem, doskonałym narzędziem, rewelacyjnym medium. Podcast jest przyszłością ludzi zabieganych, którzy muszą robić co najmniej dwie rzeczy na raz. I nie tylko. Jest dobry dla wszystkich, którzy potrafią słuchać. I niech podcast w Polsce się rozwija. Niech będzie o nim głośno.

Tego życzę Wam, koleżanki i koledzy podcasterzy. Tego życzę Wam, drodzy czytelnicy i słuchacze. Tego życzę też sobie. Na nowy 2019 rok.

Cześć!

edit: odgrażałem się z tym nagrywaniem wpisów, rzeczywistość jak zwykle zweryfikowała temat. Niestety w tej chwili „technicznie” nie jestem w stanie nagrać nic na takim poziomie, który by mnie satysfakcjonował. Cóż.. widocznie obecnie AUDIO nie jest mi PISANE. Pozostaje blog.