Nie szukam inspiracji, szukam siebie

Po kroku pierwszym, czyli zrobieniu sobie przerwy w nałogowym słuchaniu podkastów, (która trwa już trzeci miesiąc – więcej o tym wkrótce w podkaście, którego jeszcze nie nagrałem) nastąpił krok drugi.
„Wyałtowałem się” ze wszystkich grup na fejsbuku. Wszystkich – zarówno tych, w których byłem tylko odbiorcą, jak i tych, w których dawałem coś od siebie (jak np. grupa „W ruchu słucham podcastów”, w której m.in. promowałem swoje nagrania). Na mocno przetrzebionym już wallu fb nie zostało mi więc praktycznie nic, co jeszcze całkiem niedawno mogło spowodować atak epilepsji przez nieustannie migającą diodę smartfona.


Artykuł dostępny również w wersji audio:


Po co mi ten blog? Tym bardziej teraz, skoro nie pokazuje go „nikomu”? Pewnie od odpowiedzi na to pytanie powinienem zacząć pierwszy wpis / pierwszy podkast. Ale zacząłem inaczej. Chyba głównie dlatego, że zaczynając ten projekt, sam jeszcze do końca nie wiedziałem, co chcę z nim zrobić. Wiedziałem tylko, że chcę to zrobić, pomysł wydawał się dobry. I nie pytaj w którą stronę z blogiem pójdę, bo nie wiem. Nie planuję się szufladkować na samym początku, choć i tak z czasem wpadnę na jakąś półkę. Życie.
Ale wracając..
Najprostszą odpowiedzią na powyższe pytanie jest: żeby stało za mną coś więcej, niż tylko kilka dat, nazw pracodawców i zakresów obowiązków w CV. Tylko tyle i (może) aż tyle. Choć wymienione pozycje już jakiś czas temu wyrzuciłem z CV, ale wiesz o co mi chodzi.

W jakiś pokrętny sposób chcę zbudować swoją markę . Jednak nie w sposób, który jest od dłuższego czasu promowany w sieci. Bez agresywnej sprzedaży. Michał Szafrański, którego bardzo cenię, kilka lat temu miał strategię „be everywhere” – ja raczej wybieram „be nowhere”, choć oczywiście z przymrużeniem oka, bo równie dobrze mógłbym pisać to w zeszycie i trzymać w szufladzie zamkniętej na spust.
Byłbym hipokrytą, gdybym twierdził, że nie zależy mi na odbiorcach. Oczywiście, że mi zależy! Ale nie mam na to ciśnienia, nie tworzę pod nich. Nawet jakbym chciał, to miałbym problem, bo nie określiłem swojej grupy targetowej, jak to się ładnie nazywa.
Wiem, sam siebie wrzucam w niszę i robię to całkiem świadomie. Chyba tutaj jest mi najlepiej. Chyba. Czas pokaże czy mam rację.

Wracając do „kroku w tył” w temacie social mediów. Dużo słuchałem innych – dosłownie i w przenośni. Świadomie lub też nieświadomie zacząłem powtarzać (żeby nie powiedzieć „kopiować”) myślenie i działanie tzw. ekspertów (bez urazy, ale dużo „Was” można znaleźć w internetach) i patrząc na to wszystko dziś, nie wychodziło mi to dobrze. Po prostu.
Dlatego przestałem. Chwilowo, długoterminowo? Ciężko powiedzieć. Aktualnie nie słucham innych. Nikogo.
Przez ciszę w uszach, od której odwykłem w ostatnich latach, w głowie zaczęły pojawiać się pytania o siebie samego, siebie w otoczeniu, przeszłość i przyszłość. Czy nadaję się do działalności w sieci? Czy nadaję się do własnej działalności? Co tak w ogóle chcę robić i czy to przybliża mnie do celu czy oddala? Czy cel jest realny czy wystrzelony w kosmos? Co tak naprawdę sprawia mi przyjemność? I tak dalej..
Pytania bardzo prozaiczne, ale dawno już ich sobie nie zadawałem, bo słuchając innych dostawałem gotowe odpowiedzi. Teraz już rozumiem znaczenie słowa „influencer” – jeśli się za takiego uważasz, miej świadomość, że czasem potrafisz wpłynąć na kogoś bardziej, niż Ci się wydaje. Tylko że rzadko kiedy ktoś do Ciebie wróci i Ci o tym powie. Zbyt szybko pędzimy, żeby stanąć, a co dopiero wrócić do czegoś, kogoś.

I co więcej? Mam potrzebę pisania. Gdybyś widział w jakim miejscu i jakich warunkach to piszę, spadłbyś z krzesła (szczególnie jeśli jesteś moim szefem). Ale gdyby się tak cofnąć raz jeszcze w czasie, zawsze robiłem wszystko po swojemu. Gdy byłem doradcą klienta, sprzedawałem po swojemu. Gdy byłem dyrektorem oddziału, zarządzałem nim po swojemu. Gdy prowadziłem szkolenia..
Dlaczego więc miałbym tworzyć kontent tak, jak inni proponują, żeby tworzyć? Z tym kontentem to mocne słowo, ale niech będzie. Trochę profesjonalizmu nie zaszkodzi.
Mam lekkość pisania. I skromność przede wszystkim..
Ok, nie jestem skromny, nie czuję takiej potrzeby. Znam swoją wartość, choć ciągle się sprawdzam i porównuję. Ten typ tak ma. Chciałbym mieć taką lekkość w nagrywaniu podkastów. Tak! Oczywiście, że chcę dalej nagrywać! Choć możliwości technicznych do pisania mam więcej niż do nagrywania. Stety niestety. Mój rozwój głosowy będzie więc nieco spowolniony, ale będzie. Dziękuję za cierpliwość.

Gdybyś chciał mnie obserwować, możesz zapisać się na newsletter (pasek na samej górze). Możesz też obserwować mnie na Linked In, a nawet dodać się do moich znajomych, jeśli nim jesteś lub chcesz nim być.