Za szybko, za wściekle

Jakiś czas temu skomentowałem zdjęcie znajomego na FB, nawiązując do wcześniejszej rozmowy. Nie kojarzył tematu. No i ok., nie jesteśmy przyjaciółmi, nie zdzwaniamy się co wieczór na ploty itp., ale ta rozmowa miała miejsce nie dawniej jak tydzień, max dwa tygodnie wcześniej. Nie mam mu tego oczywiście za złe – to była pierdółka. Chodzi o to, że czasy w których żyjemy są tak szybkie, że nie pamiętamy wczorajszego dnia, a co dopiero tego, co było wcześniej. Banał? Pewnie, że banał! Ale ile rzeczy pamiętasz z wiadomości na facebooku sprzed kilku dni? Tygodni? Miesięcy? Zdarzyło Ci się kiedyś wrócić do jakiejś informacji, bo coś było dla Ciebie ważne?

Miałem kiedyś taki okres, że rok w rok przegapiałem to, że spadły liście. Ot, szedłem sobie z pracy, dzień, jak co dzień, i nagle coś mi szura pod butami. Nie ma się co dziwić – praca w sprzedaży, więc wyznacznikiem czasu jest zaczynający i kończący się miesiąc, a konkretniej zerujące się plany sprzedażowe na początku miesiąca, działania, by jak najszybciej dobić do 100%, złapanie oddechu w ostatnich dniach i mieszanka uczuć na przełomie ostatniego i pierwszego dnia miesiąca, gdy czujesz, że cała Twoja ciężka praca nie ma już znaczenia, bo target znów się zeruje. Żyjąc według takiego schematu czas leci szybko, bardzo szybko, a wiele rzeczy po prostu gdzieś ucieka.
Pewnego dnia, gdy kolejny raz z zaskoczenia coś zaszurało mi pod butami, postanowiłem, że to ostatni raz. Włączyłem tkwiącą w jakimś letargu uważność na sprawy, które do tej pory przelatywały przeze mnie jak fale gsm. To był początek zmian w moim życiu, jak się później okazało, zmian najcięższej kategorii.

Żyjemy w czasach, w których nasze otoczenie każe nam gonić. Za wszystkim. Wszechobecne kursy gonią nas do rozwoju, wszechobecne zdjęcia z urlopów w ciepłych krajach do zarabiania. Blogi i podkasty uczą nas jak oszczędzać, pomnażać pieniądze, sprzedawać, zarządzać, brać kredyty, jeść zdrowo, uprawiać sport, robić zdjęcia, nagrywać filmy, prowadzić prezentacje, robić kursy i korzystać z kursów oraz.. jak robić blogi i podkasty o wszystkim powyżej. Wiem, bo też brałem /biorę w tym udział. No i ok. – jest popyt, jest podaż. Tylko bez sensu jest, gdy odsłuchujesz jeden biznesowy podkast za drugim, na maksymalnym możliwym przyspieszeniu, żeby jak najwięcej wiedzy wchłonąć, a biznesu nigdy nie odpalisz, bo jesteś typowym etatowcem. Skrajny przykład? No nie wiem.. Powstaje pytanie: „Panie Premierze! Jak zwolnić?”. Przecież jest tyle cennych informacji, dostępnych za darmo, że aż żal tego wszystkiego nie przyswajać!

Pisałem ostatnio, że zrobiłem czystkę na socialach. Fakt, było trochę dziwnie, gdy nowych powiadomień prawie nie było, ściana cały czas wyglądała tak samo, brakowało nowych relacji. Ale finalny efekt mogę porównać do sytuacji, w której zrezygnowałem z czytania/oglądania jakichkolwiek wiadomości. Najpierw czułem się trochę.. hmm.. zagubiony (?), z czasem jednak stwierdziłem, że nic się tak naprawdę w moim życiu nie zmieniło. Nie wiem co się dzieje na świecie i nawet mnie nie ciągnie, żeby się dowiedzieć. Oczywiście, że czy chcę, czy nie chcę, jakieś newsy do mnie dochodzą – w końcu jestem elementem społeczeństwa informacyjnego i nie da się wyjąć wtyczki z kontaktu. Ale już nie szukam, jeśli nie jest mi to do czegoś potrzebne. I wiesz co się okazało? Bardzo mało z tego zalewu informacji jest mi potrzebne. Mógłbyś nazwać to ignorancją, a mi tak po prostu żyje się lepiej.

Polecam,
Rafał Chojnowski